Kapanie, przelewanie, wsiąkanie - jak rozpuścić sztukę w rzeczywistości?
2025

Nazywam się Opolno-Zdrój.
Moją historię kreślą odwierty, drenaż, odkrywka. Południowo-zachodnia Polska. Do granicy z Czechami 2 km, do Niemiec, których częścią również byłam jako Bad Oppelsdorf 9 km. Turów - kopalnia odkrywkowa wdziera się kraterem ogromnym na 24 km kwadratowe osuwając granice mojej mapy, pożerając kolejne kretowiska i domy.
Dawne uzdrowisko znika w dziurze kopalni Turów.
Złoża węgla brunatnego i wód leczniczych znaczyły tutejsze losy ludzkie i więcej niż ludzkie już 200 lat temu. Jak wyglądała pierwsza łopata wbita w tą przeleżałą przez miliony lat, torfową glebę? Jak porównać ten pierwszy kopczyk ziemi do dziury wielkości 24 kilometrów kwadratowych, w których zmieściłabym się conajmniej 15-ście razy? Dziury głębokiej może i na 300 metrów, z której usypano górę?
Dawne uzdrowisko znika w dziurze kopalni Turów.
Opolno to mała, niegdyś zdrojowa wieś z willami, zabytkową architekturą łużycką, domami przysłupowymi i zdrojowymi. Spacerując po wsi, gdzieniegdzie możemy dostrzec wyrwy, pomiędzy domami i podwórkami rozkopana ziemia, pozostałości po fundamentach. Podchodząc bliżej kopalni mijamy niepozorne łąki, wśród których kryją się stare drzewka owocowe, tuje wyznaczają dawne posesje, gdzieniegdzie można spotkać juki czy kwitnące czerwienią piwonie. 
Po starym Opolnie oprowadza nas Ania, sołtyska wsi, która w dzieciństwie mieszkała na nieistniejącym już terenie miejscowości. Była ona pierwszą kobietą obsługującą koparkę wielonaczyniową, kopiąc dziurę w stronę swojego domu. Marzy, że sztuka może uratować dziedzictwo miejscowości, zatrzymać zwałowarkę, zatrzymać koparkę wielonaczyniową. 200 metrów metalowego cielska wybierającego dziurę w Ziemi. 200 metrów. Ile to Twoich kroków?
Pierwszy raz przyjechaliśmy do Opolna-Zdrój w 2021 roku, w 50-tą rocznicę Pleneru Ziemia Zgorzelecka - 1971, nauka i sztuka w procesie ochrony naturalnego środowiska człowieka. Był to prawdopodobnie pierwszy plener artystyczny o charakterze ekologicznym w Polsce i w Europie. Uczestnicy i uczestniczki pleneru zwracały uwagę na niepokojącą sytuację ekologiczną. Czy możliwa jest zmiana modelu współczesnej cywilizacji, by uniknąć samozagłady? Jaką rolę w tym procesie mogą odegrać nauka i sztuka? 
Pięćdziesiąt lat później nadal aktualne. Pytania o uniknięcie samozagłady, będącej wynikiem nadmiernego optymizmu przesączają się w dzisiejszych działaniach post-artystycznych, płynąc za potrzebą reagowania na absurdalne polityki degradacji środowiska niezbędnego do przetrwania. W potrzebie dalszego ich procesowania i wyobrażania sobie co jest za gmachem kapitałocenu, plantacjocenu? Czy możemy to dostrzec, nazwać i rozpuścić?
W 2025 roku Opolno-Zdrój nadal istnieje, choć gdzieś pomiędzy byciem a niebyciem, w oczekiwaniu na hierarchiczne decyzje, w planach wykupu domów, wysiedleń, zburzenia szkoły i przedszkola. W planach przeniesienia mężczyzn z DPSu w odludne miejsce, tuż obok drogi szybkiego ruchu, tuż obok cmentarza. Rozbierana powoli tkanka społeczna dezaktualizuje możliwe przepływy, wymiany oddechów i rozmów, przepływy relacji. Czy bez kontekstu miejsca będziemy mogły się tam jeszcze spotkać?
Jesteśmy z zewnątrz, obcy ale oswojeni. My, przybysze otwierający wraz z miejscowymi dzieciakami kawiarenkę pod wypoczętym kuracjuszem, gdzie za szklaneczkę herbaty zapłacisz kamykiem lub kwiatkiem. My, przybysze dzielący się energią. My, przybysze organizujący pochód pod hasłem Opolno to przyszłość! Radośni, odziani w kolorowe stroje, z miniaturami błękitnej planety zamiast czapek, dziwaczni i głośni. Próbujemy wspólnie wyobrazić sobie rok 2071, kiedy będzie już ‘po wszystkim’. Opolno ocalone, transformacja energetyczna przeprowadzona, jesteśmy bezpieczni.
Opolno to przyszłość!
Lecz jak płynąć z tą wizją słysząc przebijający się do świadomości szum koparki wielonaczyniowej, pochłaniającej kolejne fragmenty ziemi?
Jak nie słyszeć rozchodzącego się w wilgoci powietrza dźwięku pracującego z zawrotną prędkością kombajnu, zbierającego kukurydzę, czy to paszową, czy sprzedawaną na biopaliwa z hektarów pól. Piętrzące się przed oczami monokultury, otoczone monokulturami, wysysane przez monokultury. 
Świetne środowisko do rozprzestrzeniania się chorób. 
Wiedziona drogami wzdłuż i wszerz Polski gorączkowo liczyłam jemiołę na drzewach. Topole przecinające kraciastą mapę pól rolnictwa przemysłowego, zdobiące ulice betonowych miast i miasteczek, monokultury lasów sosnowych uginające się pod ciężarem półpasożytów. Metafora kojarząca strategie działania jemioły do bytowania społeczeństw osadzonych w systemie kapitalistycznego pędu. Czy słuszna? 
Jemioła to półpasożyt, który fotosyntetyzuje dla siebie składniki odżywcze, ale wodę pobiera poprzez tkanki żywiciela. W czasie suszy drzewa radzą sobie z niedoborami wody zamykając aparaty szparkowe. W ten sposób ograniczają parowanie wody. Jemioła jednak tego nie robi, pobierając w ten sposób dwutlenek węgla niezbędny do fotosyntezy. Jednocześnie drenuje wodę z gospodarza osłabiając go, co często prowadzi do jego obumarcia.
Czy nie wygląda to podobnie do kapitalistycznych perspektyw nadmiernego optymizmu, ekstraktywizmu wiodącego nas, właśnie - dokąd?
Oczywiście, z perspektywy ludzkiej kreślącej od linijki mapy kanciastych działek, użytków leśnych, rolnych, czy jednolitych części wód powierzchniowych - tak. Topografii podporządkowanej, użytecznej, służącej rozwojowi, osaczonej zyskiem. Być może jednak jemioła rozbraja porządek ludzki, będąc czymś na kształt systemu zabezpieczeń planety. Jak gorączka. Jak gorączka, która motywuje organizm do walki podczas zaburzenia równowagi w ciele. Owoce i opadające liście jemioły są odżywcze dla ptaków i gleby, karmią, wspierają bioróżnorodność rozdzielając składniki pokarmowe pomiędzy słabszych. Co więc zrobić? Zostawić, wycofać się, zaprzestać działań. Byty pozaludzkie same znajdą balans. Musimy dać im tylko spokój.
Kwestia czy w powrocie do równowagi środowiskowej będzie dla nas miejsce, jeśli wcześniej sami go sobie nie zrobimy?
Czy ludzka równowaga może być osiągnięta poprzez horyzontalność? 
Jak wdrażać narzędzie horyzontalności, kiedy to hierarchiczność przyspiesza wdrażanie i konstytuuje decyzje?
Znalezienie miejsca dla horyzontalności w strukturach hierarchicznych, chcąc tworzyć je symbiotycznie jest trudne, ale warte wysiłku.
Dlatego tak trudno zrozumieć, że w Toruniu, w pradolinie Wisły, w obszarze Natura2000, na Winnicy ma stanąć pierwszy w województwie, największy bo siedemdziesięcio dziewięcio metrowy wieżowiec z trzykondygnacyjnym podpiwniczeniem. Siedemdziesięcio dziewięcio metrowy wieżowiec z trzykondygnacyjnym podpiwniczeniem na mokradle. Co to oznacza? Zaburzony ekosystem. Osuszenie mokradeł. Trudne do zrozumienia szczególnie w kontekście destabilizacji klimatu, suszy i powodzi błyskawicznych, które stają się codziennością, nie tylko dla polskich realiów. Nie tylko dla kujawsko pomorskich realiów. Nie tylko dla toruńskich realiów.
Pomimo protestów lokalnych społeczności prezydent miasta umywa ręce, już za późno na zmiany. Rzekome kary umowne za cofnięcie zgody na budowę wieżowca z widokiem na Wisłę mają być zbyt wysokie, by miasto mogło je udźwignąć. W obliczu takiego rozumowania pojawia się pytanie: czy jedynym zrozumiałym językiem dla władzy i decydentów pozostaje kapitalistyczny język zysku? Czy musimy przeliczać usługi ekosystemowe mokradeł – ich zdolność do magazynowania wody, oczyszczania powietrza, wychwytywania pestycydów, wspierania bioróżnorodności – na złotówki, by zostały dostrzeżone jako wartość? Jak budować postludzką, symbiotyczną, wrażliwą wyobraźnię?
Wyobraźnię, w której nie ma miejsca na “za późno”.
Wyobraźnię umożliwiającą zatrzymanie koparki na Winnicy, zatrzymanie koparki w Opolnie-Zdroju. 
Dripping, Flowing, Soaking – How to Dissolve Art into Reality
2026

My name is Opolno-Zdrój. 
My history is drawn by boreholes, drainage, excavation. Southwest Poland. Two kilometres from the border with the Czech Republic.
Nine kilometres from Germany — a country of which I was once part, as Bad Oppelsdorf. Turów — an open-cast lignite mine — is encroaching as a crater-like void, enormous, covering twenty-four square kilometres, sliding the borders of my map, consuming successive molehills and houses.
Former spa disappears into Turów mine hole.
Two hundred years ago, deposits of medicinal waters and brown coal were already shaping local human and more-than-human histories. What did the first spade look like, driven into peat soil that had lain there for millions of years? How can this first small mound of soil, lifted by a spade, compare to the crater covering twenty-four square kilometres — one I could fit into at least fifteen times? This hole, perhaps three hundred metres deep — from which the hill was raised?
Former spa disappears into Turów mine hole.
Opolno is a small village, once a spa, with villas, historic baths and Lusatian architecture. Walking through the village, here and there gaps appear, between houses and yards patches of disturbed soil. Moving closer to the open-cast mine, passing inconspicuous meadows, old fruit trees and thujas mark bygone properties. Here and there, yuccas appear, and red peonies bloom.
We are guided through old Opolno by Ania, the village head, who spent her childhood in a part of the village that no longer exists. She was the first woman to operate a bucket-wheel excavator, carving the hole toward her own home. She dreams that art can save a local heritage - stop the stacker, stop the bucket-wheel excavator. Two hundred meters of metal body carving the hole into the Earth. Two hundred meters. How many steps is that for you?
The first time we arrived in Opolno-Zdrój was in twenty twenty-one, on the fiftieth anniversary of the plein-air “The land of Zgorzelec 1971 - science and art in defence of natural environment of man.”  It was probably the first artistic plein-air of an ecological nature in Poland and in Europe. Participants in the plein-air drew attention to the disturbing environmental situation. Is it possible to change the model of contemporary civilisation, in order to avoid self-destruction? What role can art and science play in this process?
Fifty years later, self-destruction remains a real threat. Driven by political optimism, it seeps into today’s post-artistic practices, compelled by the need to respond to the absurd politics of environmental degradation crucial to our subsistence.There is a need to keep processing these questions, to imagine what comes after the Capitalocene, the Plantationocene.
Can we perceive it, name it, and dissolve it?
In twenty twenty six Opolno-Zdrój still exists, but somewhere between being and non-being. Suspended in waiting for hierarchical decisions, in plans of buying out houses, forced displacements, the demolition of the school and the preschool. In plans to relocate men from the nursing home to a new, isolated facility, right next to the expressway, right next to the cemetery. The social fabric dismantled step by step renders impossible of the possible flows, the exchange of breath and conversation, the flows of relationships. Without the context of place, will we still be able to meet there?
Situations created by artists connected to the Office for Postartistic Services patiently seep into the social fabric of Opolno-Zdrój, building relationships, bonds, new histories and contexts.
We come from the outside — strangers, yet gradually tamed.
Newcomers opening, together with local kids, an outdoor café called “A Spa Patient in Repose”, where coffee or tea can be paid for with a stone or a flower. We, newcomers sharing energy. Newcomers organising a parade under the slogan “Opolno Is the Future.” Joyful, dressed in colourful costumes, with miniature blue planets instead of hats — bizarre and loud. Together, we try to imagine the year twenty seventy-one, when it will all be over. Opolno is saved. The energy transition is complete. We are safe.
Opolno is the future!
But how we can flow with this vision while hearing the mind-piercing noise of the bucket-wheel excavator, carving away yet another fragments of ground? 
How can we not hear the sound of a combine harvester, spreading through the damp air, working at dizzying speed — harvesting feed corn or corn grown for biofuel, across hectares of fields?
A perfect environment for diseases to spread.
Led along the roads of Poland, I found myself feverishly counting mistletoe in trees. Poplars cutting through the checkered map of industrial agriculture, adorning the streets of concrete cities and towns; monocultures of pine forests bending under the weight of semi-parasites.
I created a metaphor, linking the living strategies of mistletoe to the ways societies exist exist within the fast pace of capitalism.exist within the fast pace of capitalism. Was this comparison justified?
Mistletoe is a semi-parasite. It produces its own nutrients through photosynthesis, yet draws water through the tissues of its host. During drought, trees respond to water scarcity by closing their pores, reducing the evaporation of water. Mistletoe, however, does not. It keeps its pores open in order to absorb the carbon dioxide needed for photosynthesis. At the same time, it continues to drain water from its host, weakening the tree — often leading to its death. Does this not resemble capitalist perspectives driven by excessive optimism — extractivist logics leading us, precisely, where?
Of course, from a human perspective, one that draws ruler-straight maps of angular plots, forest land, agricultural land, and surface water bodies — yes. A subordinated topography: useful, instrumental, placed in the service of development, hemmed in by profit. And yet, perhaps mistletoe disarms the human order, acting as something like the planet’s safety system. Like a fever. Like a fever that mobilises the body to fight when balance is disturbed.
The fruits and fallen leaves of mistletoe are nutritious for birds and soil; they feed, they support biodiversity by redistributing nutrients toward weaker forms of life. 
So what should be done? Leave it. Step back. Cease intervention. More-than-human beings will find their own balance. We only need to give them space. The question is whether there will be room for us in the return to environmental balance, if we do not first make that room ourselves.
Can human balance be achieved by horizontality? How can the tool of horizontality be put into use while hierarchical structures accelerate implementation and constitute decisions? Finding space for horizontality within hierarchical structures, when we seek to shape them symbiotically, is difficult — but worth the effort.
This is why it is so difficult to understand that in Toruń — in the Vistula river valley, within a Natura 2000 protected area, in the Winnica district, located in a former riverbed — the first and tallest skyscraper in the region is planned to be built: a seventy-nine-metre tower with a three-storey underground car park.
A seventy-nine-metre block of flats with a three-storey basement on a wetland landscape. What does this mean? A disrupted ecosystem. The drainage of wetlands. This is difficult to comprehend, especially in the context of climate destabilisation, drought, and flash floods — phenomena that are becoming part of everyday life. Not only in Poland. Not only in the Kuyavian–Pomeranian region. Not only in Toruń.
Despite protests from local communities, the city president washes his hands of responsibility, claiming that it is already too late for changes. Alleged contractual penalties for withdrawing consent to build a skyscraper overlooking the Vistula River are said to be too high for the city to bear.
Faced with this line of reasoning, a question arises: Is the only language understood by those in power and by policymakers the capitalist language of profit?  Do we really have to calculate the ecosystem services of wetlands — their capacity to retain water, purify air, capture pesticides, and support biodiversity — in monetary terms in order to recognise their value? How can we build a post-human, symbiotic, vulnerable, and responsible imagination?
An imagination in which there is no room for “too late.”
An imagination capable of stopping the excavator on Winnica.
An imagination capable of stopping the excavator in Opolno-Zdrój.

Back to Top